środa, 17 czerwca 2015

Wdzięczna wyspa - La Graciosa

Kiedy pierwszy raz przeczytałam o La Graciosie, bez chwili zastanowienia, wpisałam ją na listę miejsc do zwiedzenia. Lecąc na Lanzarote nie widziałam z czego się bardziej cieszę, z tego, że spędzę tydzień w oderwaniu od szarej rzeczywistości, czy z tego, że wybiorę się na najmniejszą zamieszkaną wyspę Kanarów - La Graciosę. 






W Internecie można znaleźć wiele ciekawostek na temat tej wyspy, jednak niektóre z nich okazały się nieprawdą. Zanim tam pojechałam, przeczytałam, że na La Graciosie jest tylko jedna restauracja i jeden sklep, że są tam dwa zamieszkane miasteczka oraz to, że wszyscy mają auta tej samej marki, ponieważ lokalny mechanik nie potrafi naprawiać innych.

Bzdury. 

Otóż na wyspie restauracji jest około siedem, a sklepów - aż dwa, ale tylko spożywcze, z chemią gospodarczą, niestety po ubrania mieszkańcy muszą płynąć na Lanzarote. Prawdą jest, że na wyspie są dwa miasteczka - Caleta del Sebo oraz Pedro Barba, jednak tylko jedno jest zamieszkane. Pedro Barba to tzw. Ghost Town, czyli bez żywej duszy. Miałam okazję je odwiedzić i muszę przyznać, że czułam się trochę jak w filmie o zombie. Jednak w sezonie letnim zaczynają się tam pojawiać turyści. Mieszkańcy Pedro Barba przenieśli się do Caleta del Sebo, a swoje domy sprzedali jako domki letniskowe.








Prawdą nie jest również historia o "niewyuczonym" mechaniku. Myślę, że ten mit powstał na podstawie tego, że większość aut na wyspie to auta terenowe, ponieważ La Graciosa nie ma dróg. Najwyraźniej dla niektórych turystów "auto terenowe" to marka. 


A to nasza "fura" w opuszczonym miasteczku Pedro Barba. Budynek na zdjęciu był kiedyś szkołą. 
 

Prawdą okazało się jednie to, że niektórzy z mieszkańców wyspy mają wady genetyczne, spowodowane tym, że La Graciosie nie przybywa wielu nowych mieszkańców (mieszka tam około 650 osób i ta liczba pozostaje stała) więc ten sam materiał genetyczny ciągle się mieszka. Oczywiście nie wyobrażajcie sobie teraz żadnych potworów, ponieważ Ci ludzi wciąż wyglądają całkiem normalnie.





La Graciosa słynie z rybołówstwa, podobno najlepsze ryby pochodzą właśnie z tej wyspy. Nie jestem specem i nie potrafię stwierdzić, czy rzeczywiście są aż takie dobre, ale mogę powiedzieć, że mi smakowały. Spacerując po miasteczku Caleta del Sebo natknęliśmy się na hmm.. nie wiem jak to nazwać - "suszarnię ryb"? A dokładniej sardynek. (uwaga nie dla wrażliwych)



Pozdrawiam!





24 komentarze:

  1. Pięknie tam :), ma swój urok to miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ma.. Pisząc ten post myślałam tylko o tym, jak bardzo chciałabym tam wrócić. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, bardzo charakterystyczne!

      Usuń
  3. Jejku jak tam cudownie, zazdroszczę takiego wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i obserwuję, aby być na bieząco! :)

      Usuń
    2. Dziękuję :) i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Jejku jak pięknie! Bajka! sama się tam wybrałaś? Jeśli tak to zazdroszczę odwagi, ja chyba nie dałabym rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat tym razem byłam z moim partnerem, ale samotne wyprawy nie są mi straszne. Jedynym minusem podróży w pojedynkę jest to, że czasami bywa po prostu - nudno. A Ty pewnością dałabyś radę :) Pozdrawiam!

      Usuń

  5. Aż mi się urlop zamarzył ;)

    ps. śliczna szata graficzna bloga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się marzy już kolejny :) dziękuję, pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Jeju jak pięknie..z chęcią bym się wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na takiej małej wyspie z tak małą ilością mieszkańców, sklepów, restauracji i ogólnie wszystkiego, czas musi płynąć rozkosznie leniwie. :) Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepiękne zdjęcia, chciałabym tam być :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie, na Lanzarote byłam ale na tej wyspie niestety nie. Mam nadzieję, że kiedyś tam wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie musisz wrócić właśnie po to żeby odwiedzić La Graciose.

      Usuń
  10. O jej, faktycznie miejsce jakby czas się w nim zatrzymał :) marzy mi się taki wyjazd. Podoba mi się fotografia z schnącym praniem w kadrze - taka oznaka ludzkości w tym miasteczku niczym wyludnionym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ten piesek nadaje zdjęciu życia. Pozdrawiam!

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...